Dzieciokracja – czyli kim powinniśmy być dla swoich dzieci?

Dzieciokracja – czyli kim powinniśmy być dla swoich dzieci? 

Wielu rodziców, którzy zgłaszają się do mojego gabinetu, pyta mnie o to, jak powinna wyglądać wzorowa relacja z dzieckiem. I chociaż nie ma na to złotej recepty, to kilka wskazówek w tym temacie jest naprawdę uniwersalnych. 

Bardzo często jednak zauważam 2 skrajności – surowych rodziców, wyznających szkołę “dzieci i ryby głosu nie mają” i po przeciwnej stronie – rodziców-kumpli, którzy tworzą równorzędną relację. I to właśnie na tych drugich skupię się w tym artykule. 

Rodzic-kumpel – czy to dobry kierunek? 

Zastanawiając się, kim powinniśmy być dla swoich dzieci, często analizujemy postawy naszych rodziców – czasami je powielamy, a czasami robimy wszystko na odwrót. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie, mając bardzo surowych rodziców, którzy nie dopuszczali dziecka do głosu, dziecko – stając się rodzicem – wybierało równorzędną relację. 

Dziecko jednak wcale nie potrzebuje rodzica w postaci kumpla. Potrzebuje natomiast dojrzałego dorosłego, który będzie dla niego oparciem i autorytetem, a przede wszystkim osobą, która zapewni mu poczucie bezpieczeństwa. 

Jak zatem zaspokoić potrzebę bezpieczeństwa? 

Dziecko, dla prawidłowego rozwoju, potrzebuje czuć się bezpiecznie. Takiej potrzeby jednak nie zaspokoi rodzic, który o wszystko pyta i we wszystkim daje dziecku wybór, np. “Czy założysz czapeczkę?”, “Wolisz jechać do babci Ani czy do babci Zosi?”. Nie zaspokoi jej także ten, który tłumaczy się z każdej swojej decyzji: “Wiesz, ale ja naprawdę nie mogłam Ci kupić tej zabawki, bo w tym tygodniu wydaliśmy dużo pieniążków na lekarstwa”. Ani tym bardziej ten, który stara się być dla dziecka najlepszym kumplem: „Nie ma sprawy, możesz iść spać o czwartej, przecież jest weekend, musimy zaszaleć.”

Dziecko potrzebuje rodzica, który będzie dla niego empatyczny i wyrozumiały, ale zarazem opanowany i stanowczy, bo to rodzic w tej relacji powinien być autorytetem, który egzekwuje ustalone zasady. Nie chodzi tu jednak, by chronić za wszelką cenę dziecko przed trudnymi sytuacjami, ale o to, by pokazywać mu, jak sobie z takimi sytuacjami radzić i jak je można rozwiązać. Rodzic więc powinien być dla dziecka doświadczonym przewodnikiem. 

Rodzic-przewodnik – czyli jak przygotować dziecko do samodzielności? 

Rodziców, którzy o wszystko pytają swoje dzieci i w każdej sytuacji dają im wybór, pytam, czy czuliby się bezpiecznie, wspinając się na wysoki szczyt z górskim przewodnikiem, który pyta: “Chcesz wyruszyć o 6 rano? A może o 12:00?”, “Chcesz zabrać ze sobą zapas wody?”, “Czy chciałabyś pokonać ten szlak przy pomocy muła czy konia?” “Wiesz, wybrałem ten czerwony szlak, ale jak nie chcesz nim iść to, możemy go zmienić na niebieski. Co myślisz?”. Nie mając doświadczenia w wysokogórskiej wspinaczce potrzebujemy przecież przewodnika, któremu MY będziemy w stanie zaufać, czuć się przy nim bezpiecznie i zdać się na jego decyzje, bo to ON przeszedł ten szlak dziesiątki razy i to ON jest w tej dziedzinie specjalistą. 

I tak też powinno być w relacji rodzic – dziecko. To rodzic przetarł dziecku szlaki i to on powinien podejmować odpowiedzialne decyzje, by zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa, a zarazem nauczyć je stanowczości, którą dziecko wykorzysta w przyszłości – w samodzielnym życiu. 

Dziecko-projekt – czyli jak uniknąć dzieciokracji 

Dla wielu rodziców dziecko to cały świat. Takie poczucie może jednak doprowadzić do wcześniej wspomnianych przeze mnie sytuacji, gdzie to dziecko podejmuje wszystkie decyzje, a nie rodzic. To ono rządzi w domu. To ono rządzi rodzicem. Nie wyjdzie to jednak dziecku na dobre. 

Pamiętaj, że możesz być dobrym, kochającym rodzicem, a jednocześnie stanowczym i egzekwującym panujące zasady. A przede wszystkim, zapewniającym dziecku poczucie bezpieczeństwa, jak najlepszy górski przewodnik.